Dlaczego zaczynamy działać z obowiązku, a nie z inspiracji
W bardzo młodym wieku z każdym z nas dzieje się coś dziwnego. Zaczynamy wierzyć, że w życiu chodzi o robienie rzeczy, które *musimy* robić. Nie tego, czego chcemy, nie tego, co czujemy… ale tego, czego się od nas oczekuje.
To tak, jakby jakiś niewidzialny głos mówił: „Musisz to zrobić, żeby być dobrym. Musisz tamto zrobić, żeby zostać zaakceptowanym”. A my się na to godzimy, bo jesteśmy tylko dziećmi. Pragniemy miłości, bezpieczeństwa i przynależności. Więc zamieniamy naszą naturalną spontaniczność na aprobatę.
Zamiast bawić się, odkrywać i działać z radości, zaczynamy występować. Robimy to, co do nas należy. Stajemy się małymi robotami, odhaczając pola, których sami nie wybraliśmy.
A od tego momentu życie staje się długą listą rzeczy do zrobienia. Jeden obowiązek za drugim. Robimy to, co nam każą, co ceni społeczeństwo, co nasi rodzice lub nauczyciele uznali za „słuszne”.
Tak właśnie większość z nas wpada w życie działanie kompulsywnePrzyzwyczajamy się do działania pod wpływem strachu – strachu przed oceną, odrzuceniem lub porzuceniem. I nawet nie zdając sobie z tego sprawy, zaczynamy żyć na autopilocie.
Jak odczuwa się kompulsywne działanie (i dlaczego jest tak wyczerpujące)
Jeśli kiedykolwiek czułeś, że twoje dni są pełne, a serce puste, to znasz to uczucie.
Robisz różne rzeczy, odhaczasz zadania z listy, ale coś jest nie tak. To tak, jakbyś się poruszał, ale tak naprawdę nie żył. Nie ma w tym energii. Nie ma iskry. Nie ma… Ty w działaniu.
Tak właśnie odczuwa się kompulsywne działanie. Jest mechaniczne. Bezsensowne. Pozostawia cię zmęczonym, oderwanym od rzeczywistości i pozbawionym inspiracji.
Nawet gdy wyznaczamy sobie cele duchowe lub staramy się „doskonalić”, często wpadamy w tę samą pułapkę. Medytujemy, piszemy pamiętnik lub ćwiczymy – nie dlatego, że czujemy się do tego zachęceni – ale dlatego, że myślimy, że… powinien. Staje się po prostu kolejnym występem.
Ten schemat sięga głęboko. To nawyk kształtowany latami. I im bardziej próbujemy się z niego wyrwać, tym mocniej nas trzyma.
Jak więc przerwać ten cykl? Jak wyjść z niego? robienie z obowiązku Do działanie z inspiracją i cel?
Wszystko zaczyna się od równowagi. I odkryłem tę równowagę w najbardziej nieoczekiwanym miejscu: w rytmie duchowego odosobnienia.
3 klucze do zainspirowanego działania: czego nauczyłem się na odosobnieniu
Nie nauczyłam się tego z książki ani podcastu. Nauczyłam się tego z doświadczenia – spędzając czas na rekolekcjach z moim nauczycielem, zanurzona w zupełnie innym rytmie życia. I na każdym z tych rekolekcji zauważyłam coś potężnego:
Zawsze projektowano je z myślą o idealnym połączeniu trzech elementów:
- 33% Wysiłek
- 33% Podpórka
- 33% Celebracja
Ten rytm nie jest przypadkowy – to lekarstwo. A kiedy zacząłem go stosować w swoim życiu (i na rekolekcjach, które teraz prowadzę), wszystko się zmieniło.
Pozwól, że wyjaśnię Ci to:
1. Wysiłek: ukierunkowanie energii w sposób celowy
Jedna trzecia rekolekcji poświęcona była skoncentrowanemu wysiłkowi. Nie temu wyczerpującemu i stresującemu, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. To było świadome, celowe i energetyzujące.
Wędrowaliśmy wśród natury. Ćwiczyliśmy techniki oddechowe. Wstawaliśmy wcześnie i ruszaliśmy ciałem. Pościliśmy, kąpaliśmy się w zimnych rzekach, ćwiczyliśmy jogę i rzucaliśmy wyzwanie naszym ograniczeniom – zawsze z przytomnością umysłu.
Ten rodzaj wysiłku przynosi jasność. Rozpala mgłę mentalną i przywraca nam kontakt z naszą mocą. Nie chodzi o zmuszanie – chodzi o… ujmujący.
Kiedy poruszasz ciałem z intencją, twoja energia się otwiera. Pomysły zaczynają płynąć. Twój wewnętrzny ogień się budzi. Wysiłek, włożony świadomie, staje się mostem do inspiracji.
2. Odpoczynek: przestrzeń, w której rodzi się inspiracja
Kolejna jedna trzecia odosobnienia to czysty odpoczynek. I mam na myśli *prawdziwy* odpoczynek – a nie przewijanie telefonu czy wpatrywanie się w ekran.
Mówię o leżeniu na trawie pod drzewem, długich drzemkach, robieniu absolutnie nic bez poczucia winy. Czasie po prostu bycia, oddychania, wsłuchiwania się w siebie.
Na początku wiele osób opiera się temu. Jesteśmy tak zaprogramowani, by nieustannie „być produktywnym”, że odpoczynek wydaje się stratą czasu. Ale w rzeczywistości jest odwrotnie.
Magia dzieje się w czasie odpoczynku.
Kiedy umysł mięknie, serce się otwiera. Kiedy przestajemy „próbować”, pomysły zaczynają się pojawiać. Kreatywność kipi, nieskrępowana. To przestrzeń, w której inspiracja puka do drzwi – kiedy najmniej się jej spodziewamy.
Bez odpoczynku nasz organizm się wypala. Nie słyszymy głosu intuicji. Jeśli więc czujesz się oderwany od rzeczywistości lub pozbawiony inspiracji, zadaj sobie pytanie: *Czy naprawdę ostatnio odpoczywałem?*
3. Celebracja: Paliwo duszy
Ostatnią jedną trzecią naszego czasu poświęciliśmy na radość. Kontakt. Świętowanie. Wspólne posiłki. Wspólny śmiech. Opowiadanie historii. Pływanie w oceanie. Picie kawy w słońcu. Oglądanie filmu i płacz z przyjaciółmi.
Ta część może niektórym wydawać się „niepotrzebna”. Ale tak naprawdę niezbędny.
Nie jesteśmy maszynami. Jesteśmy istotami emocjonalnymi, nastawionymi na relacje. Potrzebujemy miłości, radości i bliskości, aby pozostać zainspirowanymi.
Celebracja przypomina nam, po co wykonujemy całą tę wewnętrzną pracę. Wypełnia nasze serca. Odżywia naszego ducha. A z tej pełni… kreatywność płynie jak rzeka.
Jeśli pominiesz tę część, Twoje życie stanie się nudną rutyną — nawet jeśli robisz „wszystko, jak należy”.
Łącząc wszystko w całość: Jak odzyskać zainspirowane działanie w życiu codziennym
Po kilku dniach życia w tym rytmie – wysiłku, odpoczynku i świętowania – zawsze to czuję: tę iskrę. Mój umysł rozbłyska pomysłami. Moje ciało czuje się żywe. Moje serce jest otwarte. Nie mogę się doczekać, by tworzyć, budować, wyrażać siebie.
I nie tylko ja. Wszyscy na odosobnieniu też to czują. Jest śmiech, energia, wizja. Wszyscy pamiętamy, kim naprawdę jesteśmy: kreatywnymi, natchnionymi, mającymi cel istotami.
Dlatego zaczęłam wplatać tę równowagę w moje codzienne życie – i dlatego teraz uczę jej na własnych odosobnieniach i warsztatach. Bo to jest sekretny składnik. Nie pośpiech. Nie presja. Nie perfekcja.
Właściwy rytm działania, odpoczynku i radości.
Zadaj sobie więc pytanie:
- Czy ciągle naciskam, ale nigdy nie zatrzymuję się, żeby odpocząć?
- Czy zapominam o świętowaniu i utrzymywaniu kontaktu z ludźmi, których kocham?
- Czy moja kreatywność jest słaba, bo za bardzo się staram — lub nie pozwalam sobie na jej realizację?
Nauczono nas wierzyć, że zwalnianie tempa to lenistwo, a świętowanie to rozpieszczanie. Ale to kłamstwo. Takie rzeczy są… paliwoTo one podtrzymują Twoją inspirację.
Jeśli więc jesteś gotowy, by porzucić kompulsywne działanie i zacząć żyć z inspiracją… zacznij tutaj. Wprowadź te trzy elementy do swojego tygodnia. Nawet mała zmiana robi ogromną różnicę.
A jeśli chcesz doświadczyć tego w pełni, dołącz do jednego z naszych nadchodzących odosobnień. Po kilku dniach poczujesz tę zmianę na własnej skórze – i będziesz dokładnie wiedzieć, jak osiągnąć ten stan w dowolnym miejscu i czasie.
Dla życia pełnego inspirujących działań i prawdziwego celu. 💫
Namasté 🙏